|
Przed i po jeździe
Urwis:
Różne poruszone sprawy po kolei:
- zapinanie popręgu: również uważam, że przede wszystkim na raty. Ja akurat prawie nigdy nie czyszczę konia w boksie więc i nie siodłam i nie wyprowadzam osiodłanego. "Na raty" robię w ten sposób, że wrzucam siodło i zapinam tak, żeby się tylko trzymało (popręg nie może być zapięty całkiem lu?no, lepiej niech będzie odpięty całkiem ? wtedy siodło w razie czego spadnie. Na zbyt lu?no zapiętym popręgu może się przy jakim? ruchu przekręcić pod brzuch i wtedy najspokojniejszy koń może dostać szału). Zakładam ogłowie i podcigam popręg o dziurkę. Ogldam konia czy mu słoma w ogonie nie została etc i znowu jedna dziurka popręgu. Poprawiam ubranie, biorę palcat i przed wsiadaniem znowu dziurka. W ten sposób zapina się powoli a nie traci się czasu. Poza stopniowym dociganiem uważam za bardzo ważne dociganie popręgu symetrycznie z obu stron, wpierw dziurka z jednej, potem z drugiej. Robię to tak, żeby ostatnie podcignięcie przed wsiadaniem wypadło z prawej strony, wtedy wsiadam (popręg odrobinę bardziej napięty z przeciwnej strony nieco lepiej trzyma) i po rozstępowaniu mogę ewentualnie docignć jeszcze dziurkę z lewej, wygodniejszej do sięgania z siodła strony. - ładne ułożene czapraka ?z włosem? i bez fałd tudzież wyrównanie krawędzi gdzie popręg przechodzi jest dosyć oczywiste. Warto również złapać czaprak za krawędzie przy przednim i tylnym łęku i lekko podcignć w górę, w przerwę między poduszkami siodła (czy ławkami kulbaki), wtedy nie leży napięty na kręgosłupie konia i wentylacja jest lepsza. Drobny szczegół, ale może być istotny przy wielogodzinnej je?dzie.
- popręgi z gumkami uważam za bardzo dobre. Skórzanych akurat nie lubię specjalnie, wolę PCV łatwe do umycia a jak koń ma wrażliw skórę, to neopren (tylko, że ten trzeba często płukać i suszyć). Wyjtkowo w przypadku popręgów wolę nowoczesne materiały.
- wsiadanie ze stopnia popieram jak najbardziej (oczywi?cie co pewien czas trzeba wsi?ć normalnie, żeby nie zapomnieć). Po pierwsze nie przekręcamy siodła, dzięki czemu nie groż koniowi zwizane z tym otarcia etc. Zwłaszcza istotne przed wielogodzinn jazd. Po drugie, nie obciżamy mu nóg. Po trzecie nie deformujemy szkieletu siodła (pu?liska co jaki? czas się zamienia miejscami, więc ich wyciganie nie jest bardzo wielkim problemem) i dopiero po czwarte jest nam wygodniej. ?U nas? na Mazurach stopnia akurat nie ma, ale wszyscy maj za to wpojony odruch pomagania i przytrzymywania prawego strzemienia. Po prostu każdy przechodzcy obok kogo? wsiadajcego automatycznie podchodzi i bez pytania chwyta i opiera się ciężarem ciała na prawym strzemieniu stabilizujc na chwilę
siodło - prawie tak dobre, jak stopień. Po podwórku zazwyczaj kto? się kręci, więc rzadko trzeba wsiadać bez pomocy, chyba że w teren jad wszyscy, to bez pomocy wsiada tylko ostatni. Poćwiczyć wsiadanie z obu stron warto. a za co się przy wsiadaniu trzymać? za grzywę? za siodło? Lew za grzywę (chyba że za krótko przycięta) ? im mniej cigniemy siodło w bok, tym lepiej. Praw najlepiej nie za tylny łęk, tylko przełożyć rękę przez siedzisko i zaczepić palce za jego przeciwny brzeg (chyba, że koń jest za wysoki. Czemu nie kupili?cie hucuła?). Siodła sportowe bardzo nie lubi łapania za tylny łęk, terlica się deformuje (wystarczy spojrzeć na terlicę, żeby zobaczyć, że to nie żaden porzdny łęk, tylko taka dosyć elastyczna ?pętla?, leżca na poduszkach i nie bardzo z boku podparta). Kulbakę z jej solidnymi ławkami i łękiem można łapać jak się chce.
- poklepanie konia po je?dzie ?na komendę? - jak wszystko, można to robić sensownie albo głupio. Grupie mniej lub bardziej pocztkujcej można wpoić taki zwyczaj, żeby pamiętali, że to nie rower i za jazdę trzeba podziękować ? wtedy i rozczyszczenie konia po je?dzie przychodzi jako? naturalniej i w ogóle jaka? taka wła?ciwa atmosfera się robi. Je?d?ca bardziej do?wiadczonego poznać będzie można wtedy m.in. po tym, że się przyzwyczai i sam będzie o tym pamiętał i zawsze na koniec pogłaszcze (lepsze niż klepanie) a może i co do pyska czasami wrzuci. Z drugiej strony widziałem i taki obrazek: miało być klepanie na komendę, tak żeby klepnięcia zabrzmiały równo. Więc je?d?cy walili te konie po łopatkach aż echo szło (a jakże, po paru próbach kla?nięcia brzmiały jednocze?nie) szczerzc głupio zęby i kompletnie zapominajc, że chodziło o pochwalenie ich a nie zespołow grę na bębnach. Oczywisty idiotyzm.
- co do zapoprężenia to dodam jeszcze, że zależy to trochę od konia (bywaj łatwo i trudno się zapoprężajce) i od jego wygimnastykowania. Ponieważ niesposób stwierdzić bezpiecznie jak łatwo się nasz koń zapopręża więc lepiej nie ryzykować, choć tak naprawdę to zapoprężenie zdarza się do?ć rzadko (zwłaszcza biorc pod uwagę, jak często widzi się bezradnych nowicjuszy i konia spokojnie skubicego trawę). Ale jak już się zdarzy, to jest dla konia bolesne a opuchlizna schodzi 2-3 tygodnie. W kulbakach popręg generalnie zapinać można nieco słabiej (s stabilniejsze), więc niebezpieczeństwo jest mniejsze. Kulbaki westernowe w szczególno?ci maj tę mił wła?ciwo?ć, że popręg zapina się dużo lużniej i można się w ogóle nie przejmować.
|