logo Nasza Szkapa
logo Nasza Szkapa

Forum dyskusyjne

Czat

Szkapowicze

Nasze Szkapy

Nasze Stajnie

Spotkania

Galeria

Poradnik Szkapowy

Dla początkujących

Pytania i odpowiedzi

Tajemnica Join-up

Opracowania

Kącik artystyczny

Pomóż koniom

Linkownia

Strona główna

Wodze, kontakt i jak to wszystko ze sobą pogodzić



Urwis

[odowiadając kilku osobom na raz] Mnie się wydaje, że w całej tej dyskusji mylą się różne rzeczy: długość wodzy z siłą oddziaływania na pysk, siłę oddziaływania na pysk z siłą trzymania wodzy a jedno i drugie z precyzją stosowania pomocy. Wskutek tego jeden dyskutant mówi o jednej z tych rzeczy, drugi o drugiej i o dziwo dojść do porozumienia nie mogą.

Pozwolę sobie trochę usystematyzować pojęcia, równocześnie zaznaczając co ja o tym myślę:

Po pierwsze mamy długość wodzy (odległość między kółkami wędzidła a miejscem gdzie akurat trzymamy wodzę ręką), która nie ma nic wspólnego z siłą, z jaką działamy na pysk. Możemy mieć za długie/za krótkie wodze wiszące luźno i tak samo za długie/za krótkie wodze napięte (na kontakcie). Na przykład: jeśli chcąc jechać na luźnej wodzy musimy wyprostować ręce to wodza jest za krótka, mimo że zwisa. Jeśli zaś jadąc na kontakcie mamy łokcie cofnięte za linię bark-biodro to wodze są za długie mimo że są napięte. Oczywiście, że przechodząc na luźną wodzę zazwyczaj wodze wydłużymy (stąd określenie "opuścić czworobok stępem na długiej wodzy") a wracając na kontakt zazwyczaj musimy ją skrócić, ale to mimo wszystko są różne sprawy. Skracać i wydłużać powinno się tak, aby napięcie wodzy było niemal stałe (idealnie się nie uda, ale można dojść blisko ideału).

Po drugie siła działania na pysk konia, będąca CZĘŚCIĄ pojęcia "kontakt". Kontakt to nie tylko siła z jaką napinamy wodze, ale i umiejętność utrzymywania tego samego napięcia przez cały czas - czyli jadąc na kontakcie siła z jaką napinamy wodze powinna się zmieniać tylko wtedy kiedy MY chcemy. Prawidłowe są generalnie dwie sytuacje: jazda bez kontaktu, na lekko wiszącej wodzy i jazda na kontakcie, ze stałym napięciem. Natomiast nieprawidłowe jest "coś pomiędzy" czyli jeśli wodza na przemian napina się i luzuje. Może to wynikać z mało czułej ręki albo złej długości wodzy. Czasami możemy zablokować rękę (zazwyczaj na chwlę), czyli dłoń z napiętą wodzą trzymamy w jednym miejscu niezależnie od napięcia wodzy. Siła działania na pysk nie ma kompletnie nic wspólnego z kwestią zebrania konia, może być koń zebrany na luźnych wodzach (oczywiście, jest to niesamowicie trudne, ale możliwe) a może być rozwleczony na bardzo mocno napiętych (o to łatwo).

Po trzecie jest siła trzymania wodzy, czyli skuteczność uchwytu dłoni na wodzy. Wodze muszą być trzymane tak skutecznie, żeby koń nie mógł wyciągnąć ich nam z ręki - długość wodzy zmienia się tylko kiedy MY chcemy. Oczywiście, jak to ktoś słusznie zauważył, kuń jest odrobinkę silniejszy od człowieka i jak się naprawdę uprze, to wodzę pociągnie, utrzymać jej w jednym miejscu nie damy rady. Ale to jeszcze nie znaczy, że nam ją wyrwie - uchwyt dłonią ma być tak skuteczny, że wodza się z niej nie wysunie, tylko ręka miękko pójdzie do przodu, utrzymując kontakt. Jeśli ręki nam na ten amortyzujący ruch "nie starczy" - a, to mieliśmy za krótkie wodze. Dłoń nie musi być kurczowo zaciśnięta, zamknięte palce i wodza przyciśnięta prawidłowo kciukiem pozwalają na dostatecznie pewny uchwyt, chyba że ktoś ma sztywną rękę, która "nie nadąża" za koniem.

Poplątaniem pojęć jest zdanie: "sama doświadczyłam, że spanikowany koń wyrwie wodze, również z mocniejszego kontaktu". Akurat najłatwiej koń wyrwie wodze trzymane nieco luźno - zaczyna ruch głową, luz wodzy się zmniejsza i nagle otrzymujemy potężne, gwałtowne szarpnięcie, za którym niesposób jest nadążyć ręką. Bezpieczni jesteśmy mając wodze albo całkowicie oddane, tak, że żaden ruch głowy konia ich nie napnie, albo właśnie na kontakcie (tylko prawdziwym, elastycznym kontakcie, a nie kurczowo trzymane) - wtedy koń już zaczynając szarpnięcie "zabierze" nasze ręce i przyjemne to może nie będzie ale raczej nie wyrwie nam ani wodzy z ręki ani ramion z barku.

I po czwarte, kwestia precyzji pomocy: Napięcie wodzy nijak się ma do minimalizacji pomocy. Pomoc wodzami to jest ZMIANA napięcia lub ustawienia wodzy. Koń ma reagować na minimalną zmianę - można nieprecyzyjnie działać wodzami bardzo mocno napiętymi (zmiana 10kg-20kg) a można precyzyjnie (9,98-10,02kg). Można też precyzyjnie działać wodzami wiszącymi (skręt od delikatnego dotknięcia zewnętrzną wodzą szyi konia, ruch ręki o centymetr) albo i nieprecyzyjnie (potrzeba przesunąć rękę o pół metra w bok, żeby dotknięcie wodzy było dla konia zauważalne). Co nie zmienia faktu, że 20kg napięcia wydaje mi się DUŻO za dużo - strzelam z łuku 18 kg naciągu i potrafię go utrzymać bez drżenia mięśni przez jakieś 40-50 sekund (sprawdzałem, ile mogę wygodnie celować). Nie bardzo sobie potrafię wyobrazić dłuższy galop z takim obciążeniem rąk, o precyzyjnym kierowaniu nie wspominając. Nie bardzo wiem, jakie powinno być napięcie wodzy, nigdy nie mierzyłem, ale stawiam raczej na maksymalnie kilka kilogramów, a normalnie mniej. Wydaje mi się, że najsłuszniej byłoby pojeździć co jakiś czas bez zapiętego nachrapnika - jeśli konisko pyska nie rozdziawia czy jakoś inaczej niezadowolenia nie zgłasza, to powinno być dobrze.

Wszystko powyższe jest kompletnie i całkowicie niezwiązane z aktualnie stosowanym dosiadem!!!

"Zawsze słyszałam i czytałam, że zwłaszcza w terenie jeździ się na długich wodzach" - na długich raczej tak, ale to wcale niekoniecznie musi znaczyć , że bez kontaktu! Po mojemu najlepszym kompromisem w teren (w sensie przejażdżki dla przyjemności) jest kontakt na długiej wodzy - czyli dajemy koniowi dość wodzy, żeby swobodnie wyciągnął nos naprzód, ale wodze są przy tym lekko i równomiernie napięte, a dłonie zamknięte na wodzach. Zwierzak może cieszyć się życiem (ale bez przesady, nie może się paść) a my mamy kontrolę. Z tej pozycji możemy konia i trochę poskracać przed nieco trudniejszym kawałkiem trasy i całkiem wyluzować wodze na rozstępowanie. Po prawdzie ja na znanych sobie koniach w teren jeżdżę na spacerach raczej na luźnej wodzy ale swój koń to trochę co innego, wiadomo mniej więcej co się po nim spodziewać, a nawet jak się spłoszy niespodziewanie, to też wiadomo, co zwykle robi kiedy się płoszy i jak go zatrzymać - można sobie pozwolić na nieco większy luz.

Większego "skracania" czy już zbierania konia w terenie raczej bym nie żądał bo to jest pozycja do pracy a nie dla odprężania się na spacerze, ale też całkowity luz może być niewskazany - koń kompletnie "rozwleczony" może zacząć "olewać" jeźdźca (przyjemny spacerek owszem, ale rządzić musimy jednak my) a w dodatku może to być niewskazane dla obciążonego wagą jeźdźca kręgosłupa ! Jeśli konisko idzie żywo i chętnie, z łbem raczej nisko (no, oczywiście jeśli się akurat nie rozgląda) i wysklepionym grzbietem to jest OK.

Co do skoku, to albo na całkiem wyluzowanych, mocno wiszących wodzach, albo na kontakcie - nigdy pomiędzy, bo podobnie jak przy koniu szarpiącym głową nie uda się "zabrać" rąk razem z ruchem konia i nastąpi szarpnięcie jak się luz wodzy skończy.

"Na własne oczy widziałam, że mozna skakać nawet wysokie przeszkody zupełnie bez ogłowia." - na dobrze skaczącym koniu (nie rwącym się na przeszkodę) bez kontaktu można przebyć każdą pojedyńczą przeszkodę, którą dany koń zgodzi się przeskoczyć bez wyłamywania. Jeśli koń nie przyspiesza po skoku, można również bez kontaktu skoczyć kilka przeszkód na pasujących odległościach, wodze tu do niczego nie potrzebne a wręcz więcej z nimi kłopotu niż pożytku. Skoczenie bez pomocy wodzy nawet niskiego ale "technicznego" parkuru wymagającego regulowania odskoku będzie ekstremalnie trudne. Jestem pewien, że możliwe, ale wymagałoby wręcz niesamowitych umiejętności w prowadzeniu konia dosiadem.

No i na koniec co do instruktorów: nie sądzę, żeby powszechna była obsesja na temat skracania wodzy. Na pewno zdarzają się i tacy, ale najczęściej rzeczywiście widzę u ludzi wodze za długie niż za krótkie (za krótkie wodze ciężko utrzymać). Jeśli już, to częstym błędem instruktorów jest koncentrowanie się TYLKO na tych za długich wodzach co zauważyć i poprawić łatwo. Brak w większości przypadków teoretycznych "wykładów" jako uzupełnienia prowadzonych jazd jest smutnym faktem.

© 2006 Nasza Szkapa